14 minutes | Dec 25th 2019

02. Demony wodne – rusałki, wiły, boginki

Demony wodne – Rusałki

 

Ostatnio opowiadałem o topielcach, wodnikach oraz innych wariacjach tych wodnych demonów, z których przynajmniej jednego miałem okazję spotkać na własne oczy w Bieszczadach. Dzisiaj wyjdę z głębin jezior i stawów aby skupić się na demonach zamieszkujących brzegi zbiorników wodnych.

 

Demony wodne - Rusałki

by Mitologika | Słowiańskie Demony

https://mitologika.pl/wp-content/uploads/2019/12/Rusałki-Final.mp3

 

Pomimo niewątpliwego uroku jaki roztaczały wokół siebie utopce, znacznie ciekawszym zjawiskiem były jednak rusałki, wodne demony występujące najczęściej pod postacią młodych, atrakcyjnych dziewcząt, spotykanych dość często na terenach zamieszkanych przez Słowian Wschodnich, tj. Rosjan, Ukraińców i Białorusinów. W Polsce rusałki spotykano rzadziej, głównie na Podlasiu i wschodnim Mazowszu.

Rusałki, zwane również rusawkami, bądź przez złośliwych także ruchałkami, zamieszkiwały wody, jeziora, rzeki a czasami nadbrzeżne zarośla. Były duszami zmarłych nienaturalną śmiercią (bardzo często przez utonięcie) młodych dziewcząt lub mężatek. Czasami opowiadano, że były duszami pomordowanych przez rodziców młodych dziewcząt. Zabijanie dziewczynek nie było rzadkim procederem w prymitywnych społeczeństwach, ale już wtedy pojawiała się świadomość, że może nie jest to takie do końca poprawne rozwiązanie problemu zbyt licznego przychówku. Poza tym za zabicie dziecka groziło wyrodnej matce zakopanie żywcem.

Rusałki wszędzie przybierały bardzo podobną formę. Były pięknymi dziewczętami o jasnej karnacji, przeważnie o długich, rozpuszczonych włosach. Chodziły nago bądź w białych koszulach. Ich głowę zdobiły często wianki z nadrzecznych lub wodnych kwiatów, sporadycznie spotykano jednak rusałki przybrane w bogatsze stroje. Możliwe że przed śmiercią były królewnami bądź córkami zamożnych magnatów.

Gdzieniegdzie spotykano relacje o starszych rusałkach, prawdopodobnie będących duszami dojrzałych kobiet, które zginęły w ten sam sposób co młodsze koleżanki po fachu. Białorusini często zwali je babami wodnymi lub kazytkami, co pochodzi od rosyjskiego czasownika kazytać – tj. łaskotać. Łaskotanie młodych mężczyzn złapanych nad wodą było bowiem jednym z głównych zajęć tych istot. Warto dodać, że jeżeli pechowiec nie uwolnił się w porę od demonów zostawał załaskotany na śmierć.

Polskie rusałki były łagodniejsze od wschodnich koleżanek i rzadko odbierały życie swym ofiarom. Najczęściej były bardzo płochliwe i niechętnie wdawały się w jakiekolwiek relacje z ludźmi. Często można było je spotkać nad brzegami rzek, gdy kijankami prały swoją bieliznę i koszule, poza tym pląsały, śpiewały i wylegiwały się na słońcu. Na widok człowieka bardzo często znikały pod powierzchnią wody. Chętnie straszyły małe dzieci lub zwierzęta gospodarskie, zwłaszcza bydło wypasane nad zbiornikami wodnymi.

Na bazie wierzeń w rusałki, wzmocnionych dodatkowo wpływem literatury pięknej, zwłaszcza z okresu romantyzmu powstało wiele opowieści o nieszczęśliwych i często zakończonych tragicznym finałem perypetiach miłosnych młodych mężczyzn i wodnych demonów. Zwłaszcza w wierzeniach białoruskich często spotykamy się z motywem młodego, naiwnego młodzieńca zakochanego bez wzajemności w rusałce.

Uczeni poświęcili sporo miejsca zbadaniu genealogii rusałek, dochodząc do interesujących wniosków. Nasze wodne boginki często pojawiały się w wierzeniach Albańczyków, Greków i Rumunów, natomiast zanikały im dalej na Zachód. Wysnuto z tego wniosek, że mogły one wziąć swój początek w starożytnych helleńskich nimfach. Sama nazwa rusałka powstała niedawno, możliwe że dopiero w XVIII wieku. Wywodzi się ona prawdopodobnie ze starorzymskiego święta rusaliów, podczas którego poświęcano róże bogini Karnie. Święto to przyjęło się następnie w chrześcijaństwie jako święto Trójcy, zwane również świętem róż albo różową Niedzielą. Wiara w rusalia wędrowała z Italii przez Bałkany aż do wschodniej Słowiańszczyzny.

Generalnie, wydaje się że rusałki nie są pozostałością jakichś dawnych, prasłowiańskich wierzeń, lecz czymś nowszym, wytworzonym w ostatnich stuleciach. Zdecydowanie starsze i bardziej słowiańskie są niejakie wiły – okrutne, wodne demony występujące pod postacią młodych kobiet, które atakowały szczególnie chłopców i dziewczęta a następnie wciągały je pod powierzchnię wody. Występowały bardzo licznie na Bałkanach. Bardzo możliwe, że i nasi przodkowie wierzyli w takie wiły lub wiłki, które pod wpływami chrześcijaństwa stały się rusałkami. Romantyzm zaś znacznie złagodził ich charaktery, dodając im więcej melancholii w miejsce czystego okrucieństwa.

Wiły pojawiają się w wierzeniach wszystkich Słowian Południowych a ich charakter nasuwa pewne skojarzenia z germańskimi walkiriami. Podobnie jak bohaterki mitologii nordyckiej, nasze poczciwe, słowiańskie wiły są bardzo niebezpieczne i poruszają się w wirach powietrznych. Ta cecha upodabnia je do całej masy innych demonów, nasuwa również wniosek, że wiły w niektórych rejonach mogły stać się południcami, które jak wiemy również pojawiały się wraz z letnimi wirami powietrznymi jakie hulały po polach.

Wierzenia o wiłach na terenie Polski były szczątkowe już w XIX wieku, zazwyczaj jednak uważano, że przybierały postać młodych kobiet, atrakcyjnych z daleka, jednak tracących przy bliższym poznaniu. W sumie tak sobie myślę, że i dzisiaj też dałoby się znaleźć całkiem sporo takich „wiłek”. Miały mieć zielone włosy i trupioblade twarze. Wiły zachowywały się podobnie do rusałek, na naszym obszarze rzadko atakowały ludzi. Częściej straszyły małe dzieci lub wyśmiewały młode dziewczęta, szczególnie te, które straciły swój drogocenny wianek. W wiłach mogły się więc zachować zwyczaje deprecjonujące kobiety, które traciły dziewictwo przed zamążpójściem, co jak wiemy mogło znacznie obniżyć ich wartość na rynku matrymonialnym.

Na brzegu bystrego strumienia można było spotkać nie tylko kuszące rusałki, okrutne wiły bądź zbłąkanego utopca. Czasami sielankę zakłócały tajemnicze kobiety piorące bieliznę w swoich kijankach. Lud zwał je boginkami lub mamunami, chociaż miały w sobie również cechy zmór oraz dziwożon. O zmorach już opowiadałem natomiast o dziwożonach opowiem gdy w jednym z najbliższych odcinków wybiorę się do lasu w poszukiwaniu tamtejszych demonów.

Boginki występowały pod różnymi postaciami, lecz najczęściej były kobietami w średnim lub zaawansowanym wieku, nagimi bądź odzianymi w białą, lekką szatę. Ich aparycja nie zachęcała do bliższego poznania, świadkowie mawiali, że boginki wyróżniały się długimi, obwisłymi piersiami, które mogły sobie przerzucać przez ramię niczym worek. Piersi tych mogły używać również do walki lub kuszenia młodych mężczyzn, co wydaje się na pierwszy rzut oka dziwne, ale kto wie…

Boginki w zależności od regionu mogły być płochliwe, nieufne lub zadziorne, napastliwe i niebezpiecznie lubieżne. Czasami przypisuje się im niecny proceder podmieniania niemowląt. Częściej jednak są głównymi bohaterkami historii na krawędzi taniego porno i jeszcze tańszego horroru klasy Z. Leonard Pełka w Polskiej Demonologii Ludowej podaje ciekawą relację naocznego świadka, górala który rzekomo widywał boginki za młodu w swojej okolicy:

W usypiskak leśnyk siedziały boginki. Dziewki o obstornyk piersiak, co na młodyk chłopów okrutnie były zawzięte. W potokach klaskały piersiami, coby zwabić ku sobie kawalera. Taki, co przyseł ku bogince, omamiony jej urodom, biedny był. Musioł jom pieścić i bośkać potela, jaze go siły opuściły do cna. A kie się prociwioł, biła go tako boginka swojemu piersiami tak długo, pokielo dysoł. O, boginki mocne były, a i jarkie i z chłopami nie śpasowały. Taki, co się im w pazdurki dostoł, całe życie się dziewek i bab wystrzegoł, bo go zmierziały cysto pieknie.”

Jak widzimy boginki znane przez górali miały w sobie nieco z rusałek, w tej wersji mogły być też całkiem atrakcyjne. Podania nic nie wspominają o małżonkach tudzież partnerach naszych boginek, stąd nie dziwi zacięcie z jakim polowały na młodych mężczyzn. Czy Słowianie mieli swój ruch mee too? Myślę, że mieli ku temu podstawy. Żyli bowiem w świecie, gdzie przemoc seksualna była powszechna i bardzo często przychodziła wraz z demonami. Kobiety były najczęściej uprowadzane w lasach przez tamtejsze poczwary, ewentualnie jak wierzyli Słowianie z Bałkanów przez żmijów pragnących płodzić wyśmienite potomstwo z dorodnymi białogłowami. Młodzi mężczyźni unikali nabrzeży, gdzie czekały na nich lubieżne boginki i psotne rusałki.

Jak już wspomniałem boginki i rusałki często mieszały się z sobą lub innymi demonami. Na to nakładały się wpływy chrześcijaństwa oraz chłopskich fantazji. W efekcie dostajemy nieraz relacje które może analizować tak etnograf jak i psychoanalityk. W Działoszynie nad górną Wartą zachowała się dziwna opowieść o istotach na pograniczu rusałek, wiłów i boginek, które odprawiały dzikie tańce, a czasem nawet mogły zaciągnąć do nich jakichś przechodniów. Biada takiemu nieszczęśnikowi! Z tanecznego korowodu nie sposób było się uwolnić inaczej aniżeli poprzez śmierć. Same zaś tańczące demony zostały podobno ukarane w ten sposób, ponieważ zamiast chodzić do kościoła wolały bawić się w pobliskiej karczmie.

W Krasnymstawie z kolei zachowało się podanie o zaczarowanych dziewczętach, które nie przerwały zabawy tanecznej pomimo napomnień miejscowego księdza jadącego z ostatnimi sakramentami do chorej. Zostały za to ciężko ukarane, ponieważ będą musiały tańczyć do końca świata. Ich nogi zdzierają się stopniowo od tańca, ale gdy zostaje juz tylko pół golenia magicznie odrastają a dziewczęta mogą zaczynać taniec od nowa, i tak w kółko. Coś jak z greckim Syzyfem lub Prometeuszem.

Rzadko w wierzeniach ludowych pojawiały się importy z zagranicy takie jak syreny lub panny wodne. Najsłynniejsza z nich znajduje się w herbie stolicy Polski Warszawy. Pomimo to, postać syreny nie była szeroko znana przed XIX stuleciem. Większość pseudoludowych legend o powyższych istotach została zwyczajnie zmyślona podczas zaborów, drukowano je korzystając z fali zainteresowaniami taką tematyką.

Demony zamieszkujące brzegi rzek, jezior i stawów stanowią bardzo ciekawą menażerię, głównie kobiecą. Chociaż nie miały jednolitego charakteru były nieco łagodniejsze od swoich krewniaków żyjących w głębinach. Czasem kogoś postraszyły, czasem załaskotały, mawiają że na śmierć, poza tym najczęściej prały bieliznę lub tańcowały w szuwarach. Nocami, jak wszystkie demony związane z wodą ożywiały się gdy na niebie pojawiał się księżyc, nieodmiennie kojarzony z magią, płodnością i wodnymi istotami. Bo i sama woda wśród Słowian odgrywała znacznie większą rolę w magii aniżeli w religii.

Play
Like
Play Next
Mark
Played
Share