36 minutes | Oct 27th 2020

NM 27: Cheerleading. Od kibicowania do profesjonalnego sportu. Rozmowa z Małgorzatą Wrońską

Z czym kojarzy Ci się cheerleading? Z pewnością znasz ten temat z dowolnego amerykańskiego filmu, który choć w minimalnym stopniu poruszał tematykę sportu.  Okazuje się jednak, że nie wszystkim filmom można wierzyć i nie każda historia pokazuje prawdziwe oblicze tej – jak się okazuje – dyscypliny sportu. Dlatego dziś zapraszam Cię do wysłuchania rozmowy z Małgorzatą Wrońską, która od 2004 roku zajmuję się profesjonalnie cheerleadingiem. 

Jest pierwszym w Polsce trenerem z międzynarodowymi uprawnieniami, sędziuje zawody rangi europejskiej, a także trenuje innych szkoleniowców, by podnosili poziom swoich drużyn. Wspólnie postanowiłyśmy obalić kilka popularnych mitów, a także pokazać czym ten sport tak naprawdę jest. 

Zapraszam do słuchania!

W odcinku Cheerleading: od kibicowania do profesjonalnego sportu, z Małgorzatą Wrońską rozmawiamy o tym:

  • czym tak naprawdę jest cheerleading;
  • jakie są są odmiany tego sportu;
  • skąd wzięły się stereotypy z nim związane;
  • jak zaczęła się jej przygoda z cheerleadingiem;
  • z czym wiąże się bycie cheerleaderem;
  • jakie możliwości daje bycie częścią drużyny;
  • czy każdy może zostać cheerleaderem.

Niesamowicie inspirują mnie rozmowy z osobami, które mają pasję do tego, czym się zajmują. Nieważne czego ona dotyczy – liczy się ta energia, którą słychać w ich głosie. I taką barwę ma też głos Małgosi, pełen radości i energii. 

Jestem pod wrażeniem tego, jak walczy o wizerunek cheerleadingu i stara się, by ten sport był kojarzony jak najbardziej pozytywnie. 

A warto podkreślić, że stoją za nim uniwersalne wartości, które dalekie są stereotypom z amerykańskich filmów. Ciężka praca, wytrwałość, zaufanie, czy współpraca, to tylko niektóre z nich, a niezwykle ważne w dowolnej społeczności, do której należymy.

Koniecznie daj mi znać, jeśli ten odcinek również Cię zainspirował i do usłyszenia w kolejnym odcinku!

Więcej o Małgorzacie Wrońskiej znajdziesz tutaj:

 

Podcast Napędzani Marzeniami dostępny jest też:

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek, będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

Cześć Małgosia!

Cześć Joasiu!

Standardowo mówię, że bardzo dziękuję, że przyjęłaś zaproszenie do podcastu Napędzani Marzeniami, ale w przypadku naszej rozmowy, to było trochę inaczej. Było odwrotnie.

To Ty do mnie napisałaś, bardzo Ci za to dziękuję. Bardzo doceniam takie podejście, bo to jest dla mnie oznaka tego, że jesteś napędzana marzeniami. Masz jakieś konkretne marzenie i że podejmujesz konkretne działania, żeby je realizować. Zanim Cię dopuszczę do głosu, to jeszcze chciałabym coś powiedzieć.

Miałam taki moment zawahania, szczerze powiedziawszy, jak do mnie napisałaś, że chcesz porozmawiać o cheerleadingu. Pomyślałam sobie „No dobra, czy to pasuje? Jak to jest z tym cheerleadingiem? Jak ludzie na niego patrzą?”. Nie miałam takiego wyrobionego zdania. Zapytałam kilka osób, o to, jakie są ich pierwsze skojarzenia z cheerleadingiem i one były tylko i wyłącznie pozytywne. Naprawdę.

To bardzo mi miło to słyszeć. Powracając do początku, dziękuję za przyjęcie mnie. Rzeczywiście to ja do Ciebie napisałam i tak, czasami po prostu trzeba pokazywać to, co się robi.

Uważam, że cheerleading to piękny sport, który trzeba promować wszędzie. Zobaczyłam Twoje podcasty, spodobało mi się, spodobało mi się, jak prowadzisz rozmowy i mówię „A, a nóż”.

Właśnie i jesteśmy. Zacznijmy od początku. Skąd w ogóle, co oznacza słowo cheerleading i gdzie wzięła początki ta dyscyplina sportu? Bo chyba tak powinnam powiedzieć?

Zdecydowanie. Zdecydowanie jest to sport. W Polsce legalnie jest od marca 2018 roku, kiedy powstał Polski Związek Sportowy Cheerleadingu. Przy Ministerstwie Sportu, wtedy jeszcze, i Turystyki. Natomiast cheerleading jako sport zaczął się od początku, to jest około 125 lat temu na Uniwersytecie w Princeton. Oczywiście te historie, jak to się zaczęło, są różne.

Niektórzy uważają, że to był Uniwersytet w Princeton, inni, że inny Uniwersytet, ale generalnie wszystkie te historie mają wspólny trzon.

Polegało to na tym, że jak wiadomo, sport w Stanach jest bardzo rozwinięty. Oni kładą bardzo duży nacisk na usportowienie młodzieży. Podczas meczu futbolu amerykańskiego jeden ze studentów stwierdził, że ten doping, który idzie z trybun w stronę drużyny, może nie jest pozbawiony sensu, ale nie jest zbyt wyraźny, więc na pewno zawodnicy tego nie słyszą i cały wysiłek publiczności może gdzieś tam się mijać z celem. Wpadli na pomysł, że trzeba go bardziej uszeregować, żeby wszyscy w tym samym czasie krzyczeli to samo i tak samo. Trochę taki dyrygent dopingu.

Rzeczywiście, „cheer” oznacza doping, a „leader” to osoba, która go prowadzi. Więc cheerleader to jest tak naprawdę osoba prowadząca doping. Z czasem, bo to, co my widzimy teraz, ten podział na taneczny i akrobatyczny, to są lata ewolucji tego cheerleadingu, natomiast ten cheerleading klasyczny amerykański, czyli te stunty, piramidy, to powstało po to, nie żeby uatrakcyjnić widzom mecz, tylko po to powstały piramidy, tylko po to, żeby napisy, które trzymali cheerleaderzy pokazywali, co publiczność ma krzyczeć w danym momencie, była wyżej. Żeby ta tablica była wyżej, żeby ta publiczność lepiej to widziała.

Tak samo pompony. One nie są do ozdoby. One teraz są do ozdoby, natomiast wskazywały, którą barwę drużyny należy wykrzykiwać. To się wszystko wzięło z czegoś. To, że w wielu przypadkach teraz nam się kojarzy to z dziewczynami na meczach, które występują w trakcie, to jest to efekt trochę popkultury, trochę tego, gdzie my geolokalizacyjnie jesteśmy. Początki cheerleadingu były stricte związane z dopingiem i nawet teraz na zawodach cheerleadingu akrobatycznego, dużą częścią oceny sędziowskiej jest doping. Czyli to, jak potrafimy zaangażować publiczność.

Ok, czyli efekt. Oceniamy reakcje publiczności, a nie tylko wykonanie.

Zdecydowanie tak. Nawet mogę przytoczyć taką anegdotę. Na Mistrzostwach Świata w Orlando, chyba 3 lata temu, niektóre kraje nie zmieniają swoich okrzyków, więc wszyscy je znają. Tam jest taka atmosfera, rzeczywiście cheerleading jest takim sportem, że wszyscy wspieramy się nawzajem. Jak jeden kraj dopinguje, wszyscy na hali też odkrzykują. I wszyscy znają „C.A.N.A.D.A. – Canada, let’s go Canada!”. To wszyscy krzyczą i rzeczywiście, Kanada dostała bardzo mało punktów za doping, ponieważ to trybuny były głośniej, wiadomo, trybuny zawsze będą głośniejsze, ale to trybuny prowadziły cheerleaderów. Nie było tej interakcji. Oni mieli trochę źle wyważoną ilość. Tam coś nie poszło i rzeczywiście Kanada dostała mało punktów za doping.

Ciekawe bardzo historie. Jeszcze będę do tej oceny wracać. Powiedziałaś „Dziewczyny”, że jak dziewczyny tańczą, wykonują akrobacje, a tak naprawdę przygotowałam się do tej rozmowy, więc sprawdziłam tę historię, tym pierwszym człowiekiem, o którym opowiadałaś, był mężczyzna.

Tak, w ogóle na samym początku cheerleaderami byli sami mężczyźni. To, że dziewczyny, to jest takie przyzwyczajenie, bo w Polsce w dużej mierze są to dziewczyny. Są to zespoły same żeńskie, natomiast mamy też bardzo dużo grup mieszanych. Rzeczywiście, robią super robotę. Natomiast w moim przypadku jest przyzwyczajenie. Rzeczywiście byli to sami mężczyźni. Trzeba też tutaj nadmienić, że w Stanach cheerleaderami byli wielcy tego świata, George W. Bush, Roosevelt, cała masa aktorów i aktorek, także naprawdę jest to sport, który jest bardzo mocno zakorzeniony w kulturze amerykańskiej.

Zdziwiłaś się, jak powiedziałam na początku, że wrażenia i skojarzenia dotyczące cheerleadingu były pozytywne, osób, z którymi rozmawiałam, dlaczego się zdziwiłaś?

Coraz częściej się spotykam, na szczęście już coraz mniej, ale często się spotykam ze stereotypem takiej cheerleaderki, która jest przedstawiana w amerykańskich filmach, że niestety nie jest to bardzo zaawansowana intelektualnie osoba, która najwięcej czasu spędza przed lustrem. Generalnie ten cheerleading w filmach jest niestety przedstawiany jako coś łatwego, prostego, przyjemnego. Stereotypy są, jakie są. Popkultura też zrobiła swoje, cheerleading został wykorzystany bardzo przedmiotowo w wielu filmach, i co zrobić…

To widać, jak rozumiem, tak? W sensie, jak rozmawiasz z ludźmi, czy może w komentarzach, mediach społecznościowych, widzisz, spotykasz się z takimi na wprost, negatywnymi stereotypowymi opiniami?

Tak, bardzo. Ale też często mam wrażenie, że one nie wzięły się znikąd. T też nie jest tak, że środowisko jest święte, że udajemy, że nie wiemy, skąd się to wzięło. Bardzo dobrze wiemy. Rzeczywiście cheerleading jest dodatkiem do meczu i zawsze mówię, że zajmuję się rzeczami trywialnymi, ale bardzo poważnie. Rzeczywiście, jest coś takiego „Zajmujesz się cheerleaderkami? Aha, czyli machasz pomponami? Zrób coś!”. Odpowiadam „Nie”. Tak to nie wygląda.

Rzeczywiście, prowadzenie zespołów, niezależnie od tego, czy to są zespoły, które tańczą na meczach, czy te, które tańczą na zawodach, bo to są dwie zupełnie różne grupy, to jest jednak proces. Poza systemem treningowym to jest cały proces managementu tak naprawdę, bo trzeba rzeczywiście nawiązywać te kontakty biznesowe, podpisywać kontrakty, wiedzieć jak te zespoły prowadzić.

Wiedzieć, czym się charakteryzują zespoły na siatkówce, czy koszykówce, bo to też jest zupełnie co innego. Czym innym są zespoły, które występują na futbolu amerykańskim, a czym innym są zespoły, które występują na koszykówce. To jest zupełnie co innego.

Jak się zaczęła Twoja przygoda z cheerleadingiem?

O rany, to jest dosyć skomplikowana, znaczy, nie wiem, czy skomplikowana, dla mnie to już jest prosta. Wcześniej byłam instruktorem fitness i jak wyjechałam do Krakowa na studia, to stwierdziłam, że trzeba poszukać może nie dodatkowej pracy, ale chciałabym prowadzić zajęcia. Prowadziłam zajęcia fitness. Głównie one były nacechowane dużą dozą tańca. Rzeczywiście na jednych zajęciach przyszła dziewczynka.

Czasami ma się wrażenie, że ktoś coś chce, ale nie wie jak zagadać. Podchodzę do niej po zajęciach, czy wszystko ok, bo różnie człowiek może się poczuć, a ona mówi, że tak, że właśnie jest cheerleaderką, że trener ją podzielił na dwie grupy, ona jest w gorszej, czy mogłabym im pomóc. Pomyślałam sobie „Hm. W sumie z klientkami klubu fitness sobie nie potańczę, ale z takimi cheerleaderkami na treningu, czemu by nie?”. Jakoś tak wyszło, że rzeczywiście się okazało, że idę dobrą drogą.

Warto jest wspomnieć, że jak zaczynałam, to nie było YouTuba, więc teraz jak ktoś mówi, że nie ma pomysłu na choreografię, to myślę „Człowieku, naprawdę?”. Absolutnie jestem przeciwna kopiowaniu, ale chociaż zobacz, o co w tym chodzi. Zaczynałam bez niczego, totalnie.

To skąd miałaś te inspiracje?

Nie wiem, słyszałam muzykę i myślałam sobie, że fajnie by było, jakby one teraz poszły tu, a teraz by zrobiły tak. Tak jakoś trochę metoda prób i błędów. Próbowałam kiedyś zliczyć, ale jest ponad dwieście choreografii na pewno. Oczywiście, były choreografie takie, że zapomnijmy o nich, po dwóch występach trzeba było je zdjąć, bo wypadek przy pracy się wydarzył. Okazało się, że to jest całkiem niezły trop.

Pamiętam jeszcze, wtedy odkryłam Amazona i poprosiłam siostrę, żeby mi kupiła książki, bo jeszcze karty kredytowej nie miałam, żeby mi kupiła książki na Amazonie o cheerleadingu. Nagle przyszły książki o tym cheerleadingu amerykańskim, o tych stuntach, o podnoszeniach. Myślałam, że to nie to, my tu tańczymy. Nagle gdzieś musiał nastąpić proces myślowy, połączenia faktów, że jednak mamy kilka rodzajów i tak się zaczęło zgłębianie wiedzy. Potem zaczęłam szkolić.

Szkolić i się szkolić. Jako właśnie trener, sędzia.

Tak, zdecydowanie. Bardzo kładę nacisk na szkolenie samej siebie. Bez tego byłoby mi trochę wstyd wyjść przed ludzi. Jak zaczynałam w 2006, to było ok, rzeczywiście gdzieś tam koncepcyjnie, nie chce powiedzieć, że wybiegałam przed innych, ale szłam tą dobrą drogą. W pewnym momencie trzeba rzeczywiście pójść do mądrzejszych, trzeba się zapytać, trzeba wiedzieć i przenosić to tutaj. Zaczęłam się szkolić i tak to się dzieje.

Bardzo kładę nacisk na szkolenie samej siebie. Bez tego byłoby mi trochę wstyd wyjść przed ludzi. Jak zaczynałam w 2006, to było ok, rzeczywiście gdzieś tam koncepcyjnie, nie chce powiedzieć, że wybiegałam przed innych, ale szłam tą dobrą drogą. W pewnym momencie trzeba rzeczywiście pójść do mądrzejszych, trzeba się zapytać, trzeba wiedzieć i przenosić to tutaj.

Powiedziałaś, że ten cheerleading w zależności od dyscypliny sportu, to jest różny cheerleading. Powiedziałaś też, że są to cheerleadingi, nie wiem, czy ja to dobrze mówię, że cheerleading realizuje się, prowadzi podczas meczów, gier sportowych, a czym innym jest cheerleading zawodowy, w sensie zawody w cheerleadingu. Tych dyscyplin, odmian jest bardzo dużo. Jakbyś mogła tak spróbować to pokategoryzować i opisać różnice.

Ok. To znaczy bardzo wchodzę w szczegóły, ponieważ bardzo długo się tym zajmuję, więc dla mnie pewne rzeczy są oczywiste. Zacznijmy od tego, że nie każdy zespół cheerleaders na meczu to jest zespół cheerleadersów. U nas się po prostu mówi, że dziewczyna z pomponami to jest cheerleaderka. Nie każde buty sportowe to adidasy. To jest tak. Jeżeli rzeczywiście sięgniemy do tego, co oznacza słowo „cheerleader”, to, że nie ma tego dopingu, mamy drużynę taneczną z pomponami. Absolutnie nie czepiam się, cheerleaderki jasne, tak.

Jeżeli chodzi o zespoły, które są na meczach, to są to zespoły, które przede wszystkim muszą mieć bardzo szeroki repertuar. Jeżeli mamy mecz koszykówki, to mogą dziewczyny występować dwanaście razy podczas jednego meczu. Nie oszukujmy się, kibic jest coraz bardziej wybredny. Choreografie muszą być do zróżnicowanej muzyki. To jest zupełnie inna praca z zespołem, zupełnie inne są też zawodniczki, tancerki, mentalnie są trochę inne.

Natomiast zespoły, które występują na zawodach, to są zespoły, które przez cały rok przygotowują jeden, góra dwa programy. Tam jest miejsce na wyszlifowanie techniki, gimnastyki, tam rzeczywiście, jeśli robimy jeden program rocznie, czy dwa, tam o wiele więcej czasu na te techniczne sprawy. Kibic nie ocenia jaki piękny piruet, tam ma być równo, kolorowo, ma się dziać, ma być energia. Natomiast jeśli już zespół jest oceniany okiem sędziowskim, to system treningowy jest trochę inny.

Wtedy to jest taka bardziej gimnastyka, akrobatyka sportowa, tak? Na zawodach. Czy nie? Gdzie jest więcej tej akrobatyki?

Na pewno w tym cheerleadingu gimnastycznym, bo tam sa te stunty, piramidy, ścieżka gimnastyczna, czyli tumbling. Tam rzeczywiście jest stricte gimnastyka, akrobatyka, gimnastyka akrobatyczna, tam jest wszystko połączone razem w nasz a technikę i tak, żeby to był pokaz cheerleadingu. Nie każdy pokaz, który zawiera w sobie przerzut bokiem, to już jest pokaz akrobatyczny. Tak najzwyczajniej w świecie.

Jeżeli chodzi o kategorie taneczne, to one są rzeczywiście zbliżone do tych tanecznych, natomiast też freestyle, pump, drill dance, one się rządzą swoimi prawami. Mamy charakterystyczne ruchy rąk, które muszą być. Arm motions nasze jest bardzo wysoko oceniane i o to w tym chodzi. Szukamy efektów wizualnych, ten ruch rąk musi być szybki, precyzyjny, dynamiczny. to jest zupełnie co innego. Kibic patrzy na to inaczej.

Tak, na pewno. Właśnie po takiej rozmowie, myślę, że już trochę też inaczej będzie patrzył. Czy dobrze rozumie, że zawody są w kategorii i tanecznej i akrobatycznej?

Tak. Kategoria taneczna ma też swoich kilka innych podkategorii. Startujemy też w różnych kategoriach wiekowych, a sam cheerleading, jako cheerleading, on ma sześć aktualnie siedem, poziomów zaawansowania. Cheerleading jest taki sportem, który kładzie bardzo duży nacisk na bezpieczeństwo. Tak naprawdę jest rekomendowane, żeby przejść przez te wszystkie poziomy, zanim się dojdzie do tego najwyższego. To, co my często oglądamy na YouTube, to jest to naprawdę krem de la krem tego, co może być.

Jest na przykład najlepszy zespół na świecie Top Gun. Ja po ich występach jestem cała zapłakana, jak ich widzę na żywo. To jest magia, to, co oni robią. Mało kto wie, że Top Gun to jest cały przemysł. Jeden klub to jest tysiąc zawodników. Sześć poziomów zaawansowania, na każdym poziomie zaawansowania różne grupy wiekowe. A my widzimy jeden filmik. Trzeba mieć to na uwadze, że to jest rzeczywiście praca od podstaw, do naprawdę bardzo zaawansowanych elementów.

Jakie kryteria są brane pod uwagę na zawodach? Czy są to wykonania konkretnych figur? Czy to są, trochę mi się kojarzy, jak z tańcem na lodzie, czy z zawodami w łyżwiarstwie figurowym, tak powinnam powiedzieć, że są punkty i za technikę i za walory artystyczne?

Nasza karta ocen jest bardzo rozbudowana i jest zupełnie inna dla tańca i dla tego cheerleadingu gimnastycznego z oczywistych względów, natomiast jeżeli chodzi o tę kategorię taneczną, to rzeczywiście pierwsze to jest technika ruchów rąk, bo to jest bardzo istotne. Następnie mamy elementy techniki tanecznej. Jeżeli są wykonywane elementy techniczne taneczne, to są oceniane, jak one są wykonane. Istotną rzeczą jest to, że nie ma elementów obowiązkowych, ponieważ zależy nam na tym, żeby trenerzy wykorzystywali to, co mają na sali.

Nie chodzi mi o to w kontekście dzieci, ale umiejętności, jakie te dzieci posiadają. Zależy na tym, żeby nie forsować tych dzieci za bardzo, bo czasami nie są do tego fizycznie przygotowane, żeby przygotowywać dany trudny skok. Dlatego też nie ma elementów obowiązkowych i działa to też w ten sposób, że jeżeli jest trudny element wykonany źle, to wtedy mamy niska wartość techniczną, ale wysoką wartość za trudność. Trzeba kombinować.

Niestety to się tylko tak wydaje, że zrobienie choreografii, nie, to jest kalkulacja. Tam jest bardzo dużo kalkulowania, co mamy, czego nie mamy. To, co pokazuje, że cheerleading to jest sport bardzo grupowy, to jest to, że prosty element wykonany przez całą drużynę jest o wiele lepiej punktowany, niż trudny element wykonany przez jedną osobę. To jest zupełnie inaczej niż na przykład w mażoretkach, gdzie mamy solistkę, bo tam może być solistka i tło.

Mażoretki, czyli? Bo nie wszyscy wiedzą.

Mażoretki to są zespoły, które najczęściej współpracują z orkiestrami. To są te dziewczyny, które machają batonem, znaczy machają, to jest taki kijek zakończony gumowymi otoczkami, albo buławą. Tam też jest cała masa rodzajów, tutaj absolutnie nie czuje się kompetentna, żeby aż tak szczegółowo o tym rozmawiać. Natomiast u nich może być leaderka, solistka, u nas nie. U nas jest sport drużynowy. Przez to też mamy w choreografiach bardzo dużo przejść i różnych ustawień i tranzycji. Przez to właśnie, żeby nie było tak, że mamy dwie dobre zawodniczki i tło.

Złożony. To jest na pewno duże wyzwanie. Przyznam się, może to odległa analogia, ale dopiero mając tyle lat, ile mam, zaczynam rozumieć taki sport jak piłka nożna, w sensie widzę, jak to jest złożony sport. Że to jest ważna i technika indywidualna i technika grupowa, rozumienie się poszczególnych zawodników na boisku. Domyślam się, że wszystkie te aspekty także odgrywają rolę w cheerleadingu.

Tak, u nas jest też tak, że bardzo duży nacisk jest kładziony na cały team building, bo w kategorii tanecznej, to wiadomo, drużyna fajnie, jak się zawodnicy lubią, super. W tej akrobatycznej, kiedy oni się podrzucają, wyrzucają do góry, to niestety tam, bez dobrych więzi w drużynie, takich szczerych, tam niewiele da się zbudować.

Trzeba sobie ufać po prostu.

To jest jedna rzecz. Ale też należy pamiętać, zawsze jak jadę gdzieś na warsztaty do drużyn, to każdy chce być na górze, każdy chce być podnoszony. Zawsze mówię, że bez tych na dole nie będzie tych na górze. Szanujemy się nawzajem. Często tak jest, że „Podnieście mnie”, ale czy znasz technikę, jaką masz zastosować na górze, żeby im było lżej? Jak nie, to chodź, schodzimy, nauczę Cię i dopiero wtedy.

Musimy nauczyć tych ludzi szacunku, tych, którzy podnoszą, do tych, którzy są podnoszeni. Jeżeli są już bardzo trudne elementy, jeżeli osoba, która jest w górze i się czegoś wystraszy, albo zmieni bardzo dużo takich psychologicznych rzeczy, to naprawdę nietrudno o bardzo groźny wypadek. W tanecznym co najwyżej sobie skręci kostkę, w gimnastycznym to są naprawdę bardzo poważne kontuzje, nieraz widzieliśmy karetki wjeżdżające na hale.

A jak ten sport jest zorganizowany w Polsce? Czy to w szkołach, czy są kluby sportowe, kluby cheerleadingu? Opowiedz.

To jest bardzo złożone. Zresztą mam wrażenie, że jak wszystko, co dzisiaj mówię. Rzeczy trywialne, ale dosyć skomplikowane.

Bo to jest na styku różnych dyscyplin. Cheerleading, mam wrażenie, że jest pochodna wielu różnych elementów i funkcjonuje w pewnym kontekście.

Absolutnie masz rację. To, co jest najlepsze w cheerleadingu, że każdy tam znajdzie miejsce dla siebie. To nie jest sport dla ludzi, nawet nie wiem jak to określić, ale jak na przykład mamy łyżwiarstwo figurowe, tam mamy schemat zawodników, jak oni wyglądają, jaką mają motorykę. W cheerleadingu znajdziemy miejsce absolutnie dla każdego. To jest właśnie ekstra. Cheerleading powstał do wspierania innych sportów, więc często te drużyny cheerleadingu funkcjonują przy drużynach, a często są to kluby po prostu. Dziewczyny i chłopcy chcą trenować cheerleading i jest klub i tam przychodzą. Brzmi to prosto, ale jest to trochę bardziej skomplikowane.

W szkołach również są drużyny, turnieje szkolne. Jest to na trochę innym poziomie, trochę inne są wymagania, bo jest to, nie to, że szkoła, to znaczy gorzej, absolutnie nie. Mamy wspaniałych trenerów, wspaniałych nauczycieli, ale po prostu chodzi o zorganizowanie czasu. Jeżeli mamy zespoły, które trenują pięć razy w tygodniu po dwie godziny, a szkoła trenuje raz w tygodniu po półtorej godziny, to wiadomo, że osiągnie się trochę inne rezultaty. Mamy klubowe i przy meczach. Cheerleading można zorganizować wszędzie i nie powiem, że pod każdą postacią, bo nie, ale jest na tyle elastyczny, że można go dostosować do bardzo wielu sytuacji.

W cheerleadingu znajdziemy miejsce absolutnie dla każdego. To jest właśnie ekstra! Cheerleading powstał do wspierania innych sportów, więc często te drużyny cheerleadingu funkcjonują przy drużynach, a często są to kluby po prostu.

W jakim wieku chciałam powiedzieć dzieci, ale może dzieci to jest złe określenie, zawodnicy uprawiają tę dyscyplinę?

Najmłodsze dzieci, jakie ja sędziowałam i widziałam, to są trzylatki.

Wow.

Tak, natomiast te kategorie się rozgrywa, że każdy dostaje medal i najwyżej mamy uwagi do trenerów, że może zmiana muzyki, ale ciężko jest sędziować trzylatki.

Jasne.

Taka jest prawda. Dzieci, które rzeczywiście mogą coś postartować, to jest tak od 6-7 lat.

Do?

To nie ma.

Czyli jest taki cheerleading w wydaniu dorosłym, dojrzałym?

Mamy drużynę 60+.

Wow!

Tak, mamy, jak najbardziej. Sama startowałam w 30+.

Super.

To jest tak, że, jak raz się chwyci pompony do ręki, to tego się nie odkłada. To jest taki fun. Polecam, tylko to uzależnia, także uprzedzam.

Czy są jakieś statystyki, ile jest osób uprawiających tę dyscyplinę w Polsce?

Szczerze mówiąc Polski Związek, z tego, co wiem, nie prowadzi takich statystyk, natomiast rzeczywiście w dużej mierze są to dziewczęta, ponieważ też u nas głównie jest rozwinięty cheerleading taneczny. Dopiero od kilku lat widzę wpływy tego amerykańskiego cheerleadingu, nawet do tego tańca, bo wcześniej byliśmy inspirowani gimnastyką artystyczną.

Te wpływy bardziej rosyjskie, ukraińskie, z tej drugiej strony. My mamy gdzieś motorykę jak aerobik sportowy. Jesteśmy dynamiczni, u nas nie ma pięknej elongacji kończyn górnych. U nas ma być skok i już idziemy dalej. Tam nikt się nie rozczula nad tym. Idziemy w dobrą stronę.

Rząd wielkości. Statystyk nie ma, ale czy mówimy o tysiącu osób, czy o dziesiątkach tysięcy? Tak, żeby skalę załapać.

Nie no, jeżeli chodzi o zawodników, to myślę, że w Polsce będziemy mieć około pięciu tysięcy zawodników. Jest to bardzo spora grupa. Natomiast to są takie szacunki moje, więc absolutnie proszę mnie nie cytować w żadnych badaniach. Natomiast zawodników, jeśli chodzi o chłopców, to jeżeli będziemy mieć stu, to będzie naprawdę dobrze.

Tez są rozgrywane zawody?

Jak najbardziej, Mistrzostwa Polski.

To jest osobna kategoria, czy jest ta kategoria koedukacyjna?

Mamy kategorię All-girl, czyli taka, gdzie są same dziewczyny i mamy też Coed, gdzie są też chłopcy. Tutaj nie ma znaczenia, ilu tych chłopców będzie.

Wracając do zawodów sportowych, czy to jest tak, że każda drużyna ma swoją drużynę cheerleadingową na takich zawodach, bo wspomniałaś o tym, że są różne kolory pomponów, czy to jest tak, że to jest jedna drużyna cheerleadingowa, która zmieniając pompony pokazuje „Ok, to teraz prowadzimy doping dla drużyny A, a z drugim kolorem dla drużyny B”.

Zdarza się tak, że zespoły współpracują z różnymi klubami. Wtedy, kiedy są zawody, jadą na zawody i rywalizują z innymi grupami cheerleadingu. Też są takie grupy, wtedy szykują, mają bardzo dużo pracy, bo szykują zupełnie różne programy.

W trakcie mecze sportowego, jak to jest, jak mamy drużynę?

W sensie czy dopingujemy też przeciwnych?

No właśnie, czy to wtedy są dwie drużyny cheerleadingu?

Nie, rzadko jest tak.

O co mi chodzi, czy to jest tak jakby doping, żeby ogólnie była ta pozytywna atmosfera i wszystkich zawodników.

Nie, zazwyczaj dopingujemy swoich, natomiast to, co bardzo mi się podoba w tym dopingu amerykańskim, bo to wydaje mi się, że jest warte podkreślenia, znaczy nie to, że mi się to podoba, tylko że tak jest w dopingu amerykańskim, że dopingujemy swoich i tylko pozytywnie.

Na przykład jak mamy w futbolu amerykańskim, jeżeli kibice danej drużyny zachowują się nieadekwatnie, czyli deprecjonują zawodników drużyny przeciwnej, sędzia tu i teraz może cofnąć drużynę o kilka jardów. Czyli konsekwencja jest tu i teraz, a nie, że może przyszłe mecze zostaną rozegrane bez kibiców. Tu i teraz możecie przegrać mecz, bo Wasi kibice się źle zachowują.

Super, bardzo fajne. A jest coś takiego jak kodeks etyczny cheerleadingu, który te wartości definiuje?

Chyba nie, nie ma takiego. Natomiast wszystkie, jeżeli chodzi o regulaminy sportowe, to one to definiują. To jest duża rola trenerów, żeby przekazywać to, że jednak poza turniejami, poza tym, że jedziemy zdobywać punkty, to jeszcze jest coś poza tym. Bardzo często się zdarza, że komuś giną pompony podczas turnieju i wtedy nie ma problemu, że ktoś pożycza swoje. Nie powiedziałam tego w kontekście, że ktoś je zabrał, tylko że po prostu dziecko zostawiło w autobusie, dzieci, zdarza się różnie. Nie ma problemu, żeby oddać swoje pompony, mimo tego, że z nimi konkurujemy.

To piękna postawa.

Staramy się tego uczyć i mam nadzieję, że przynosi to efekty.

Wiem, że to jest bardzo młoda dyscyplina w Polsce, czy mamy już jakieś sukcesy może poza Polską?

Mamy. Mimo tego, że właśnie w Polsce nie mamy tego kultu cheerleadingu jak w Stanach. Nasz system treningowy nie zawsze pozwala na tak profesjonalne podejście, to gdzieś zawsze jak idziemy na Mistrzostwa Świata, to gdzieś jesteśmy tak w minimum połowie stawki. Więc też jest całkiem nieźle. Dziewczyny, które zabrałam na turniej do Chin i do Korei Południowej też powygrywały medale. Pokazujemy się z dobrej strony.

Wracając do początku naszej rozmowy, chciałam się Ciebie zapytać, z jaką intencją Ty do mnie napisałaś? W sensie czy Ty masz jakiś konkretny cel, konkretne przesłanie, które chciałaś przekazać?

To jest tak, że w swojej działalności chcę promować cheerleading ten sportowy. Znaczy również ten, który jest na meczach i opowiedzieć, że to jest kawał naprawdę ciężkiego chleba, bo nie tak łatwo przygotować dwanaście układów na mecz koszykówki, wyjść perfekcyjnie, bo nie ukrywajmy, zawodnikom wybaczy się wszystko, cheerleaderkom nie wybaczy się niczego.

Najczęściej jest takie podejście, że układy znają, w czym się pomylić, a one „Jak masz zawsze inny skład, często inne ustawienia, bo jest różna liczba i Ty nie wiesz, kiedy jest time out, tak, czasem można się pomylić”. Po prostu z takim przesłaniem, że cheerleading to jest przede wszystkim piękny sport i że to jest sport. Że naprawdę warto zapisywać dzieciaki do klubów, warto trochę przychylniejszym okiem spojrzeć na dziewczyny, które występują na meczach. Po prostu. Moim zadaniem jest propagowanie tego sportu.

Super. Mnie to słowo „Cheer”, wiem, że podstawowe tłumaczenie na Polski, to jest „Doping”, ale to jest też radość, wiwatowanie, świętowanie. Cheers, kiedy mówimy polskie „Na zdrowie”, więc to jest takie świętowanie. To widać po Tobie bardzo w oczach po tym, jak mówisz. Myślę, że po całym sporcie także. To jest coś, co mnie też urzeka, że widać tę radość przebijającą z tego wszystkiego.

O to chodzi.

Mamy tutaj nie wszyscy widzą, ale nawet ci, którzy słuchają, usłyszą, jakie pomoce mamy. To są pompony. Czy da się tak na szybko nauczyć jakiegoś takiego ruchu?

Nie róbmy tego, naprawdę.

To już poza anteną.

Za mało miejsca.

Dobra. Wspomniałaś, że uzależniające, zobaczymy.

Jest uzależniające i to jest naprawdę ta adrenalina, kiedy się jest przed publicznością, to jest coś, z czego się nie rezygnuje tak łatwo.

Powiedziałaś, że ćwiczyłaś, brałaś udział w zawodach 30+. Dalej czynnie praktykujesz tę dyscyplinę?

Już nie. Ale tak naprawdę zaraz mi się tu łezka w oku zakręci, jak patrzę na te pompony. To jest piękne wspomnienie 2013 rok, kategoria 30+. W sumie otworzyłam tę kategorię w Polsce. To były pierwsze zawody, na których je rozegrano w Lesznie. Odkąd mam zaszczyt pełnić funkcję sędziego głównego, to już nie bardzo mi wypada. Bardzo bym chciała, ale trzeba rozgraniczyć pewne rzeczy.

W tym, o czym opowiadasz, widzę bardzo dużo takich pozytywów dla dzieci i w ogóle dla wszystkich, którzy uprawiają tę dyscyplinę sportu. Począwszy od takich rzeczy jak ruch, kondycja fizyczna, umiejętność pracy w grupie, umiejętność budowania relacji z innymi ludźmi. Czy dobrze to rozumiem? Czy są inne rzeczy, które można „wynieść” z tego sportu?

Tak, jestem tego idealnym przykładem. Uwielbiam podróżować. Mnie na wycieczki nie trzeba namawiać. Mam wrażenie, że mam stale spakowaną jakąś walizkę na jakiś szybki wyjazd. Rzeczywiście, mnie cheerleading dał to, że zwiedziłam mnóstwo krajów, które podejrzewam, w życiu bym nie miała szansy odwiedzić, ani nawet nie myślałam, że pojadę do Chin, Australii, czy do Korei Południowej.

Dzięki temu, że zostałam wydelegowana przez Polski Związek Sportowy Cheerleadingu do zajmowania się polską kadrą w Orlando, to tam się jakoś potoczyło, trenerzy też i sędziowie też żyją tam dosyć mocno razem, znamy się też prywatnie i często jest tak „Hej, mamy turniej, przyjedziesz do nas na za dwa miesiące?”. „Do Chin?” pytam. „No” odpowiadają. Tak było. W Chinach poznałam ludzi z Korei, w Korei poznałam ludzi z Australii. Od razu uprzedzam, to nie było tak, że ja z tą samą walizką, z tych wszystkich krajów, tylko po prostu to było rozłożone w czasie. Ale rzeczywiście tak to się dzieje.

Cheerleading daje bardzo dużo interakcji międzynarodowych, co jest też fajne dla dzieciaków, bo po pierwsze wyjeżdżają na zawody, po drugie szkolą język. Bo się komunikują z ludźmi z innych krajów. I to też trochę otwiera! Jak spotykamy ludzi z innych krajów, to jesteśmy trochę bardziej otwarci na to, że ludzie żyją inaczej, chcą żyć inaczej, mogą żyć inaczej. W sumie super.

Cheerleading daje bardzo dużo interakcji międzynarodowych, co jest też fajne dla dzieciaków, bo po pierwsze wyjeżdżają na zawody, po drugie szkolą język. Bo się komunikują z ludźmi z innych krajów. I to też trochę otwiera! Jak spotykamy ludzi z innych krajów, to jesteśmy trochę bardziej otwarci na to, że ludzie żyją inaczej, chcą żyć inaczej, mogą żyć inaczej.

Masz jakieś swoje marzenie cheerleadingowe?

Takie moje prywatne? Czy takie po prostu?

Takie po prostu marzenie. Czy ono dotyczy Ciebie osobiście, czy dotyczy czegoś, co byś chciała, żeby się zadziało?

Marzę sobie, że jak komuś powiem, czym się zajmuję, to nie usłyszę „Machasz pomponami? Zrób coś!”. Tylko, że to nawet nie musi być pochlebne, bo nie każdy musi lubić cheerleading, ale żeby po prostu każdy wiedział, że to jest rzeczywiście ciężki sport. Piękny, ale ciężki.

Właśnie, czyli chciałabyś, żeby tym głównym skojarzeniem było co? Powiedziałaś sport, ciężki sport.

Tak, ale też taki, który bardzo łączy ludzi. Też nie chciałabym, żeby nasi słuchacze i widzowie odnieśli wrażenie, że to jest tylko i wyłącznie bardzo ciężka praca, nic poza tym. Krew, pot i łzy. Nie. To jest naprawdę piękny sport. Drużyny żyją rzeczywiście razem. Rzeczywiście tworzą naprawdę drużynę. To nie tylko, że jest spisana na kartce lista uczestników. Oni naprawdę rzeczywiście funkcjonują razem, żeby cheerleading miał pozytywny wydźwięk.

Czyli zespołowość, radość.

Umiejętność współpracy ze sobą, bo wydaje mi się, że tego nam bardzo brakuje. Sama się też często na tym łapię, że przez to, że pracuje sama, to moja tolerancja na współpracę z innymi jest trochę mniejsza. Sama nad tym pracuję, że drużynowo uda nam się więcej.

Dokładnie. Skojarzyło mi się takie przysłowie z tym, o czym mówisz. To jest podobno afrykańskie przysłowie, które brzmi „Jeśli chcesz iść szybko, idź sam. Jeśli chcesz dojść daleko, idźcie razem”. Właśnie to „Idźcie razem”, to jest to przesłanie, które mi bardzo pasuje do cheerleadingu.

Tak, zdecydowanie. Zdecydowanie cheerleading jest to mega drużynowe działanie i tam bez drużyny niewiele się da osiągnąć. Pomijając kwestie formalne, że nie mamy kategorii solistów, to rzeczywiście sami siebie nie podniesiemy. Sami nie zrobimy ustawienia na parkiecie choreograficznego, także rzeczywiście głównie w cheerleadingu potrzebna jest ta drużyna.

Życzę Ci, żebyś z tym swoim marzeniem o cheerleadingu i kształtowaniu takiego pozytywnego postrzegania tego sportu w Polsce, doszła bardzo daleko.

Bardzo dziękuję.

Dzięki wielkie!

Dzięki!