41 minutes | Sep 28th 2020

NM 25: Spełnione marzenie o marce modowej Rozmowa z Radkiem Rocińskim i Piotrem Sałatą

Zastanawiało Cię kiedyś, jak powstaje marka modowa? Z czym to się wiąże, jak wyglądają kulisy i co sprawia, że w jednych ubraniach chcemy chodzić, a w innych nie?  Mnie ten temat niesamowicie nurtował, dlatego zaprosiłam do rozmowy dwóch niesamowitych gości. Radka Rocińskiego i Piotra Sałatę, czyli twórców marki modowej Thecadess. 

Jak to się stało, że stylista fryzur i stylista wizerunku połączyli siły i stworzyli markę, której ubrania noszą najbardziej rozpoznawalne twarze w Polsce?

Dowiesz się tego w tym odcinku. Zapraszam! 

W odcinku Spełnione marzenie o marce modowej z Radkiem Rocińskim i Piotrem Sałatą, rozmawiamy o tym:

  • jak powstała marka Thecadess;
  • skąd wzięła się nazwa marki;
  • jak wygląda tworzenie marki modowej;
  • jakie błędy popełnili po drodze;
  • dlaczego klienci nigdy nie dowiedzieli się o ich wpadkach;
  • jak powstają kolekcje modowe;
  • czy lepiej prowadzić biznes samodzielnie, czy w duecie;
  • jak pandemia wpłynęła na ich biznes;
  • co robią, by wyjść z produktami za granicę;
  • jakie pasje – poza modą – realizują?

Pasja i realizacja marzeń nie zawsze muszą iść w parze z wielkimi wyprawami podróżniczymi, zdobywaniem najwyższych szczytów, czy docieraniem do niedostępnych miejsc. 

Radek i Piotr pokazują, że marzenia nie mają żadnych ram i nie zamykają się w wąskiej grupie projektów. Marzenia to po prostu coś, co nas napędza. Co daje siłę i chęć do życia, niezależnie od swojej formy. 

Często wiodą nas wyboistą drogą (w trakcie której nabijemy sobie kilka guzów), jednak ostatecznym efektem jest ogromna satysfakcja. Taka, którą trudno osiągnąć w inny sposób. 

Do usłyszenia w kolejnym odcinku!

Więcej o Piotrze i Radku znajdziesz tutaj:

Podcast Napędzani Marzeniami dostępny jest też:

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek, będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

Cześć! Witam Was serdecznie!

Radek Ruciński i Piotr Sałata: Cześć!

To jest mój pierwszy raz. Pierwszy raz, w takim sensie, że rozmawiam z dwoma gośćmi w jednej rozmowie, więc to też coś nowego dla mnie. Cieszę się, że przyjęliście zaproszenie do rozmowy. Na start takie pytanie o marzenia. Czy stworzenie marki Thecadess, było spełnieniem Waszego modowego, biznesowego marzenia? Było, jest?

Piotr Sałata.: Tu powinien odpowiedzieć na to Radek jako pierwszy, bo to było jego bardziej marzenie, niż moje.

Radek Ruciński.: Tak, to było moje marzenie od lat. Zawsze chciałem to robić. Stwierdziłem pewnego dnia, że to jest ten odpowiedni moment i postanowiłem, że stworzymy markę, chociaż nie miałem o tym zielonego pojęcia. Oczywiście bez Piotra by się to nie odbyło i byłoby to na pewno zdecydowanie trudniejsze dla mnie zadanie. Połączywszy już razem siły stwierdziliśmy, że to jest to, że chcemy to robić i na pewno nam to wyjdzie. Udało się nam to.

Tak, to było moje marzenie od lat. Zawsze chciałem to robić. Stwierdziłem pewnego dnia, że to jest ten odpowiedni moment i postanowiłem, że stworzymy markę, chociaż nie miałem o tym zielonego pojęcia.

Z modą jesteście związani obydwaj od lat. Od różnych stron. Radek jako stylista fryzur. Wiem, że to jest bardzo ważne. Piotr jako stylista wizerunku. Pewnie ten pomysł kiełkował, ale może Radek pamiętasz ten moment, kiedy Ci zaświtało w głowie, że chcesz stworzyć własną, wspólną markę modową?

R.R.: Tak, był taki dzień, że postanowiłem, że to jest dokładnie ten dzień, w którym ja się za to zabieram i zacząłem organizować to marzenie. Natomiast nie pamiętam, który to był dzień, bo było to 6 lat temu. Na pewno był to sądny dzień dla mnie.

To też było takie bardzo trudne, bo od samego pomysłu, do realizacji minął dłuższy czas, bo rok i właściwie przez ten rok wymyślaliśmy z Piotrem nazwę, co było też najtrudniejsze i różne inne rzeczy po drodze, które były takim przygotowaniem do tego tematu i stworzeniem brandu.

No właśnie…

P.S.: Ta moda i tak ciągle gdzieś tam się wokół nas kręciła. Zajmowałem się głównie tematem ubrań i mody, Radek po części również z tematem włosów. Razem stworzyliśmy takie miejsce, gdzie promowaliśmy polskich projektantów. Jeszcze wtedy nie myśląc o tym, żeby tworzyć coś własnego. W pewnym momencie to tak przeskoczyło.
To był pomysł Radka. Radek pomyślał, że chyba czas już zrobić coś swojego, a ja bardzo szybko ten temat podłapałem i podczepiłem się pod ten mały pociąg, który ruszył 6 lat temu. Tak to się zaczęło.

Właśnie, pierwszym krokiem Radek wspomniałeś o marce. Thecadess. Thecadess pisane w sposób nietypowy, bo to „D” jest takie angielskie „The”.

P.S.: Tak.

Mnie ta nazwa urzeka. Bardzo mi się podoba. Nawet za pierwszym razem jak ją usłyszałam. Ale jak wyglądał proces dochodzenia do niej?

P.S.: Był to bardzo długi proces.

R.R.: Tak jest, ale była to największa zasługa Piotra, bo to on wymyślił tę angielską pisownię tego słowa. Natomiast obydwoje stwierdziliśmy, że dla nas takim bliskim sercu okresem jest dekadencja i chcieliśmy przewrotnie potraktować to trochę w sposób inny, ale przyznaję, że to był pomysł Piotra.

P.S.: To ja wymyśliłem ten łamacz językowy. Większość osób nie wie jak przeczytać naszą nazwę.

R.R.: Tak i nie, bo to też nie jest takie.

P.S.: Ale mamy sporo takich kwiatków, które do nas docierały po drodze.

Myślę, że klienci/klientki pewnie mniej.

P.S.: Wszystko zaczęło się właśnie od „Dekadencji”. Chcieliśmy, żeby ta nazwa nie była taka oczywista, ale żeby gdzieś tam w domyśle pojawiała się ta dekadencja. Rzeczywiście, każdemu się ta myśl pojawia. Tak to wymyśliliśmy sobie.

Co w tej dekadencji tak Was urzeka?

R.R.: To był ciekawy okres w sztuce, modzie i właściwie takiego różnego rodzaju twórczości artystycznej. Podobało mi się to, że było tak trochę na bogato i jakby było ładnie, kobieco i gdzieś to było bliskie naszemu sercu.

Takie są też nasze ubrania. Może nie są typowo dekadenckie, ale chcieliśmy trochę przewrotnie potraktować ten nasz pomysł na markę, żeby nasze rzeczy były kobiece, ładne, żeby czuć się w nich wyjątkowo. Mimo tego, że są casualowe i nie do końca wieczorowe, to chcieliśmy połączyć te wszystkie tematy gdzieś tam razem. Tak właśnie to wygląda.

P.S.: Troszkę ekstrawagancji chcieliśmy, żeby się pojawiło w tej nazwie, naszej marce i myślę, że tak się dzieje. Choć też bardzo mocno ewoluowaliśmy przez te wszystkie kolekcje i przez te 6 lat. Ocieraliśmy się o czerwone dywany, jeśli chodzi o sukienki. Teraz bardziej skupiamy się na takim casualowym temacie. Ta dekadencja zawsze jest jakby taką nutą nonszalancji, ekstrawagancji, czegoś wyjątkowego.

W mojej ocenie to wszystko się spina rewelacyjnie i pasuje. To nie jest tak, że ja Wam słodzę. Mnie po prostu naprawdę ta nazwa ogromnie się podoba i nazwa idealnie pasuje do Waszych kolekcji. Widzę tu taką spójność i myśl przewodnią w tej nazwie. Naprawdę jestem zauroczona od samego początku.

R.R.: Cieszymy się bardzo. Bardzo dziękujemy.

P.S.: Bardzo nam miło to słyszeć.

Do kolekcji zaraz chciałabym dojść, ale jeszcze zanim do tego, to no właśnie, powiedzieliście, że to jest biznes i że było dużo rzeczy, Radek powiedziałeś, do zrobienia.

Wcześniejsze Wasze zajęcia były bardziej, jak je określić? Eksperckimi, w sensie, jednoosobowa działalność może nie oddaje dobrze, ale chodzi mi o to, że nie było tak wiele tematów do skoordynowania. Bo marka modowa to jest pomysł na kolekcje, materiał, szwalnia, promocja, marketing, bardzo dużo tych działań. Jak Wy się tego uczyliście?

P.S.: Tego się nie da nauczyć od początku. To są lata kontaktów, lata wyrabiania dobrych relacji z krawcowymi, lata poszukiwań dobrych miejsc z materiałami za granicą, różnego rodzaju działania PR-owe. To musi być taką orkiestrą, musisz się zamienić w orkiestrę, bo to jest rzecz niezwykle trudna.

To się wydaje, że wymyślasz nazwę, szyjesz ubrania i bach. Gdzieś tam trochę było tak, że nam zaczęło iść. Dużą też zasługą było też, że na początku, że gdzieś tam pokochały nas gwiazdy. Z jednej strony, bo to też nie było dla nas clue działania. Bardzo dużo pomogły nam znane buzie, które zaczęły nas nosić. Marka zaistniała w świadomości ludzi, kobiet, na czym nam bardzo zależało. Oprócz tego jest też cały marketingowy temat. To jest niezwykle trudna rzecz. Od wykupienia domeny, takich prostych rzeczy, ale prostych i nie do końca prostych. Człowiek tego się uczy latami.

Tego się nie da nauczyć od początku. To są lata kontaktów, lata wyrabiania dobrych relacji z krawcowymi, lata poszukiwań dobrych miejsc z materiałami za granicą, różnego rodzaju działania PR-owe. To musi być taką orkiestrą, musisz się zamienić w orkiestrę, bo to jest rzecz niezwykle trudna.

To nie było tak, że teraz popularne są kursy online, znaczy tradycyjnie, człowiek szedł do szkoły i uczył się zawodu, dzisiaj kursy online, publikacje, znajomi, środowisko, z którym się rozmawia, Google, czy materiały, które pochodzą z zagranicy, w całości, czy dużej części googluje się „Materiały Włochy”, czy po prostu dzwoni się do znajomych i pyta, gdzie można fajne materiały znaleźć?

P.S.: Każdy sposób jest dobry, dzięki któremu dotrzesz do celu. Możesz googlować, pytać znajomych. My robiliśmy to naprawdę na czuja. Wiedzieliśmy, gdzie są regiony, które słyną z produkcji tkanin we Włoszech, wiedzieliśmy, że są to dwa małe miasteczka i tak kręci się wszystko wokół tekstyliów i…

Wsiadasz w auto i jedziesz.

P.S.: Wsiedliśmy w samochód i tak pojechaliśmy. To, co udało nam się wcześniej zgooglować, to oczywiście odwiedziliśmy, a po drodze trafialiśmy na nowe miejsca. Powiem Ci szczerze, że za każdym razem jak tam jedziemy, to odkrywamy kolejne nowe, bardzo ciekawe. Teraz już mamy takie research, gdzie wiemy, po co dokładnie mamy jechać w które miejsce.

R.R.: Gdzie warto.

P.S.: To trzeba też czuć. Można pójść na łatwiznę, znaleźć jakiegoś przedstawiciela handlowego, który Cię przewiezie po tych miejscach absolutnie. To też jest dobra metoda, ale kosztuje odpowiednio więcej. Możesz też próbować własnymi siłami szukać. Podobnie jest krawcowymi. To tak jak z szukaniem narzeczonego, kilka żab trzeba pocałować, zanim się któryś zmieni w księcia. My też mamy i dobre i złe doświadczenia.

R.R.: Naprawdę kilka żab pocałowaliśmy. Albo nawet kilkanaście. To było zawsze trudne, bo gdzieś też w miarę z biegiem czasu i zdobywania doświadczenia robisz się jeszcze bardziej wymagająca. Chcesz robić te rzeczy na najwyższym poziomie, a my mamy bzika na punkcie wykończeń różnych rzeczy, takich, na których nam zależy. Polskie klientki zrobiły się niezwykle wymagające i bardzo dobrze. My też chcieliśmy iść do przodu i pozostałe rzeczy przestały nam wystarczać. To też jest tak, że rzeczywiście zdobywasz to latami.

Dlaczego tak dopytuję, to tutaj zwrócę się do słuchaczy i do widzów. Dopytuję dlatego, że chcę pokazać, że nie mając tej wiedzy wyniesionej z formalnej edukacji, ze szkoły, pracy w zawodzie, ale tak bezpośrednio w zawodzie, że gdzieś na etacie w firmie człowiek gdzieś się uczył, funkcjonując w tym środowisku modowym, można się odważyć.

Tu nie chodzi mi o to, żeby zachęcać słuchaczy, widzów do tworzenia Wam konkurencji, nie taka jest intencja. Chodzi o to, żeby pokazywać, że marzenia są do spełnienia. Nie trzeba myśleć o tym, że nie wiemy jak się za to zabrać, że nie ma wykształcenia, nie wiem, od czego zacząć, tylko właśnie, trzeba zacząć od pierwszego kroku, który przychodzi do głowy.

P.S.: I możesz też popełniać błędy, wiesz, o co chodzi? Na tych błędach też się możesz uczyć. Żeby zostać cukiernikiem, czy kucharzem nie musisz skończyć, nie wiadomo jakiej, szkoły we Francji, czy gdzie indziej na świecie. Możesz własnymi środkami próbować przy tak ogromnych możliwościach, jakie daje internet, że można oglądać tego typu podcasty, obserwować naprawdę świetne nazwiska, jak ta praca wygląda. Możesz się tego nauczyć na własnych błędach u siebie w kuchni.

My też tak trochę do tego podeszliśmy, bo ani ja, ani Radek nie mieliśmy żadnego wykształcenia, jeśli chodzi o krawiectwo, jeśli chodzi o materiałoznawstwo i tak dalej. Tego wszystkiego uczyliśmy się po drodze, o tyle było też nam trudniej, oczywiście nie od razu, to trzeba zaznaczyć. Po tych 6 latach pracy, takiej intensywnej, nie da nam się wcisnąć kitu, że czegoś się nie da. Mamy już na tyle duże doświadczenie i na tyle dużą wiedzę na temat i tkanin i wykończeń ubrań, że potrafimy powiedzieć, co potrzebujemy i czego chcemy.

W trakcie tych 6 lat, jakie największe trudności, wpadki, którymi możecie się podzielić, co takiego pamiętacie i jak sobie poradziliście z tymi trudnymi momentami?

R.R.: Tych wpadek trochę było, ale to zawodziły nas raczej osoby. Osoby, specjaliści, nasze krawcowe, które gdzieś tam nie spełniały swojej roli, a nasze wymagania też były dosyć duże. To takie wpadki, które nie były odczuwalne dla naszych klientek. Właściwie w tym naszym teamie, to my wiedzieliśmy, że ta wpadka nastąpiła. Każdą z tych wpadek dało się dosyć łatwo naprawić, ale stresu było mnóstwo. Mnóstwo też było też takich śmiesznych sytuacji, zabawnych.

Jakie to śmieszne sytuacje?

R.R.: Na przykład takie, że dzień przed ślubem naszej klientki, odebrałem sukienkę w trzech częściach. Właściwie wyglądała w takim stanie, to była mało śmieszna sytuacja, natomiast ona tej sytuacji nie odczuła, dlatego, że nie dowiedziała się nigdy o tej sytuacji, to po pierwsze.

Po drugie ja w ciągu kilku godzin zmobilizowany do działania, znalazłem zupełnie inną krawcową, która mi tę sukienkę dokończyła, ale upłakałem się straszliwie. Wiesz, to była sytuacja, która jest właściwie nierozwiązywalna.

Nie wiesz, czy śmiać się, czy płakać.

R.R.: Nierozwiązywalna, bo przecież sam jej nie zszyję, bo nie wiem jak to zrobić.

P.S.: Te sytuacje są śmieszne po fakcie.

Tak.

R.R.: To takie wpadki dosyć kontrolowane i można było coś z tym zrobić, bo jednak nie możemy sobie pozwolić na to, żeby nasz klientka na koniec, finalnie, mogła na tym ucierpieć.

Bo jak jest konkretna data i to jest coś na zamówienie, pod konkretną okazję, to zobowiązanie duże.

P.S.: Dokładnie, a terminowość jest jednak bardzo istotna. Przy takiej pracy z indywidualnymi klientkami, ale też z kolekcją. Kolekcja musi powstać w odpowiednim momencie, kiedy jest tak naprawdę taki największy hype sprzedażowy i klientki mają wtedy najwięcej ochoty na kupowanie nowości. To trwa miesiąc, dwa a później się już uspokaja. Z nowym sezonem znowu odżywa. Tu każde takie opóźnienie, to są później straty finansowe.

Kolekcja. Jak powstaje kolekcja, od czego się zaczyna? Czy najpierw jedziecie już do tych przysłowiowych Włoch i inspiracje znajdujecie w materiale, czy ona gdzieś na kartce się tworzy?

R.R.: Różnie. Bardzo różnie. W większości odbywa się to tak, że jedziemy do Włoch i tam szukamy odpowiednich dla nas tkanin, a później wymyślamy z nich projekty, ale czasami mamy konkretne jakby oczekiwania i szukamy pod określoną rzecz danej tkaniny. Nie mogę tego powiedzieć jednoznacznie, ponieważ odbywa się to różnymi torami. Chyba głównie tak, że właśnie Włochy, a później powstają z tego określone rzeczy.

P.S.: Tu trzeba być elastycznym, jeśli chodzi o kolekcje. Trzeba czasami powstrzymywać wyobraźnię, bo można nawymyślać sobie za dużo a później bardzo ciężko jest znaleźć jakiś print, czy tkaninę. Oczywiście, można zamówić druk, jednak my stawiamy na wysokiej jakości tkaniny. Te tkaniny w Polsce są bardzo ciężko dostępne albo są po prostu bardzo drogie.

Tu trzeba być elastycznym, jeśli chodzi o kolekcje. Trzeba czasami powstrzymywać wyobraźnię, bo można nawymyślać sobie za dużo a później bardzo ciężko jest znaleźć jakiś print, czy tkaninę.

R.R.: Albo niedostępne wcale.

P.S.: Tak, więc to się trochę mija z celem. Musimy tak lawirować trochę. Oczywiście, mamy jakąś wizje tej kolekcji, mamy swoje dropy, albo które powtarzamy.

A co to „dropy”?

R.R.: To takie powiedzmy, projekty.

Ok.

P.S.: Projekt sukienki, czy koszuli.

Jakiś konkretny fason?

R.R.: Są takie modele, które się przesuwają na każdą z kolekcji. U nas klientki bardzo proszą, żeby one były. Mamy swoją na przykład kultową koszulę, która jest szyta.

P.S.: Której jesteś właścicielką.

R.R.: Która jest szyta zawsze w każdej kolekcji, w różnych kolorach, bo dziewczyny ją uwielbiają i mają ją właściwie w kilku różnych odcieniach i zawsze ta koszula jest. Mamy takie rzeczy, które nam się szalenie podobają i one zawsze przechodzą z kolekcji na kolekcję. W większości są to oczywiście nowe rzeczy.

P.S.: Wtedy poszukujemy nowego koloru, czy deseni na projektach, które mamy już w głowie, lub które już istnieją od jakiegoś czasu. Bardzo często jest tak, że widzimy jakąś tkaninę i dopiero później zaczynamy na niej pracować, czy deseń, wzór, który wpada nam w ręce i dopiero po zakupie tkaniny wymyślamy, co będziemy z tego robić.

R.R.: Bardzo często jest też tak, że rozum nas myli i kupujemy tkaninę, z których nic nie robimy.

P.S.: To są nasze główne wpadki.

R.R.: Tak, to są nasze główne wpadki, właściwie przy powstawaniu, bo jesteśmy tak zachwyceni tym materiałem i tak szalenie nam się podoba i bierzemy go do ręki i mówimy, że musimy go mieć, a na koniec nam nie przychodzi na niego żaden pomysł, bo jest tak trudną tkaniną.

P.S.: Albo nam się wydaje, że to jest tak piękny print, tak wspaniała tkanina, że wszyscy oszaleją na jej punkcie, a w rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Niestety, takie błędy się popełnia i my też się wkurzamy na to, że podejmujemy też nietrafne decyzje, ale nikt nie jest nieomylny. Rynek też strasznie się zmienia, jest nieoczywisty i tak nie do przewidzenia, że trzeba po prostu wziąć na wstrzymanie i takie decyzje rzucać w niepamięć.

Kiedyś, ale to tak naprawdę dawno temu, kojarzę, że były takie firmy, które odpowiednio wcześniej, przed danym sezonem robiły taką mapę, listę trendów, co będzie modne w kolejnym sezonie. To był taki przewodnik.

R.R.: taki przewodnik jest oczywiście.

To cały czas funkcjonuje, tak?

P.S.: Tak, tylko że to bogactwo trendów jest tak ogromne w tej chwili, że odnajdziesz tam każdy nurt, jaki się wydarzył w modzie do tej pory.

R.R.: Ta książka opiera się na bazie dwóch różnych rzeczy. Czyli jakby tych trendów, które są krótkofalowymi trendami, czyli takie, które będą z nami sezon, na przykład, i to są trendy kolorystyczne, w printach, wzorach i tak dalej. Ale są też takie trendy, które są długofalowymi trendami, jakby przyciągają się na kilka, czy kilkanaście sezonów, więc jakby nie wychodzą z tego kanonu, co jest modne.

Żeby się w tym wszystkim połapać, to jest dosyć trudna rzecz. Więc musisz wyciągnąć z tego, tworząc kolekcję, coś dla siebie. Głównym naszym takim kłopotem jest to, że nasze klientki są osobami, które wymagają od nas określonych rzeczy. Poruszamy się w bardzo kobiecym temacie. Nasze klientki nie lubią takiego jakiegoś strasznie odczapionego tematu i nie będą się w tym czuły dobrze, więc wyciągamy z tego coś, co dla nas jest najlepsze i najlepsze dla naszych kobiet, które noszą nasze rzeczy.

P.S.: Mam wrażenie, że tak jak kiedyś były takie mocne trendy, lata 40-ste, 60-te, 80-te, 90-te, każde z tych czasów ma naprawdę, jak widzisz jakąś stylizację i wiesz, że to jest dokładnie to. W tej chwili znajdziesz u jednego projektanta coś w stylu lat 60-tych, u drugiego z lat 90-tych i jest taki miszmasz, który bardziej nie trendami się kierujesz aktualnymi, tylko tym, co lubisz i po prostu zwracasz się do odpowiedniej osoby, czy marki.

Czyli bardziej charakterystyka klientek, to, co one lubią, czego potrzebują, niż konkretny trend.

P.S.: Wiadomo, że są bardzo silne trendy pojawiające się jednak w tej modzie, bo ta machina cały czas funkcjonuje, przynajmniej w podobnym trybie, co zawsze. Każda z marek pokazuje co innego, każda z tych marek inspiruje się trochę innymi wpływami. Mapa trendów jest gigantyczna w dzisiejszych czasach. A ta biblia, nikt nigdy jej nie widział, ale podobno istnieje. Dostęp do takich informacji jest bardzo drogi.

R.R.: Niektórzy korzystają z tego na co dzień, ponieważ to są olbrzymie możliwości, więc one bez tego się w ogóle nie poruszają i korzystają z takich rzeczy.

P.S.: To jest jakaś grupa ludzi, która ustala tendencje, które będą się pojawiały w najbliższym czasie, deseni, kratek, printów, różnych wzorów.

Jest taki zawód, teraz mi uciekło, poszukiwacz trendów. Te największe brandy mają takich swoich ludzi, którzy jeżdżą, nie wiem jakie miasta teraz powinnam wymienić, Madryt, Mediolan, Nowy Jork, że szukają na ulicach takich wyróżniających się osobowości, ludzi, którzy w pewien sposób wyróżniają się i na tej podstawie robią tę mapę? Gdzieś taki artykuł czytałam.

Te największe brandy mają takich swoich ludzi, którzy jeżdżą, nie wiem jakie miasta teraz powinnam wymienić, Madryt, Mediolan, Nowy Jork, że szukają na ulicach takich wyróżniających się osobowości, ludzi, którzy w pewien sposób wyróżniają się i na tej podstawie robią tę mapę.

R.R.: Nie mam pojęcia, na jakiej podstawie to powstaje.

P.S.: Ta biblia powstaje tak naprawdę stricte biznesowo. To ma za zadanie przygotować fabryki do odpowiedniej produkcji, odpowiednich tkanin.

R.R.: Bardzo mądre głowy to robią.

P.S.: Dalej to wchodzi dopiero w fazę działania firm projektujących, brandów, projektantów.

Dobra, zmieniając troszkę temat, chciałam zapytać o to, jak się Wam pracuje w duecie. Wspólnie tworzycie markę i jak zawsze, taka współpraca ma blaski i cienie, wady i zalety. W czym Wam pomaga, może czasem, w czym przeszkadza?

R.R.: Wiesz co, chyba ma więcej blasków niż wad.

Tak się spodziewam.

R.R.: Dlatego, że każdy z nas robi zupełnie inne rzeczy. W sensie ja zajmuje się innymi rzeczami, Piotrek zajmuje się innymi. Gdzieś tam się to doskonale uzupełnia. Nie kłócimy się, może są to jakieś tam niewinne sprzeczki, raczej mamy podobny gust do siebie, więc podobają nam się praktycznie podobne rzeczy.

Też nie mamy takiej sytuacji, że oczywiście, ja się uprę na coś i robimy tę rzecz i ona mi się na koniec też podoba, ona się nie sprzedaje i podobnie ma Piotrek, ale to chyba przy każdej marce jest dokładnie tak samo i przy każdym projektancie jest też tak samo. Nie widze tu między nami sytuacji zapalnych, żeby pracowało nam się źle. Nie, pracuje nam się wyśmienicie.

P.S.: To pewnie nie jest zasadą, ale rzeczywiście pracuje nam się dobrze.

6 lat zweryfikowało.

P.S.: Tak, to daje nam taki pogląd, że jesteśmy w stanie się uzupełniać, wspierać w odpowiednich sytuacjach i mamy takie poczucie bezpieczeństwa. Myślę, że dużo lepiej mi się pracuje w duecie, niż bym pracował jako taki solista na scenie.

Tak, bo to też jest zobowiązanie przed druga osobą. Przed sobą czasem jest łatwiej odpuścić, bo ja ponoszę konsekwencje. W momencie, kiedy się pracuje w duecie, jest to takie motywacyjne.

P.S.: Czasami jest ciężko samemu podjąć jakąś decyzję, więc tutaj masz drugą osobę, która szczerze Ci powie, bo tak samo jej zależy, czy w to robić, w to brnąć, czy nie.

R.R.: Sądzę, że nie dałbym rady sam. To jest naprawdę trudna praca. Bardzo trudna, wymagająca tysiąca różnych rzeczy. To, co nam się gdzieś wydaje na koniec, że to na wieszaku zawisło, jest takie ładne i jest efektem po prostu wielu miesięcy pracy, robienia wykrojów, szablonów, jeżdżenia do szwalni, wybierania, układania, upinania, różnych innych rzeczy i tak na dobrą sprawę, to jest bardzo trudna rzecz, żeby coś powstało i żeby finalnie zawisła i można by się było pod nią podpisać. Trudna jest praca w pojedynkę, na pewno.

P.S.: Jeszcze, żeby się sprzedała

Dokładnie. Dużo pracy, długo trwa, czyli co, wiosenna kolekcja jest już gotowa? Czy gotowa na razie na papierze, czy są materiały?

P.S.: Jesienna.

R.R.: W tym sezonie jest wyjątkowy sezon. Niestety w tym roku wszystko nam zepsuła pandemia. Przewróciła do góry nogami, więc na dobrą sprawę dopiero zaczęliśmy robić zimową kolekcję, bo nie wiedzieliśmy, co będzie się działo. Sezon się przesunął, ponieważ przez trzy miesiące nie sprzedawało się nic.

Może troszeczkę online’u, natomiast dziewczyny nie kupowały tych rzeczy, bo jednak nasza marka jest bardziej premium. To też jest tak, że nie sprzedają się rzeczy, których nie masz gdzie założyć. Wiadomo, że dziewczyny kupują to na określone rodzaju okazje ślub, wesele, urodziny, wyjście, ale też do pracy, na różnego rodzaju okazje, których po prostu nie miały. Siedziały w domu, w dresie, w T-shircie i to też tak wyglądało.

P.S.: A my nie mieliśmy dresów.

To jest ciekawy temat. Czy ta pandemia też spowodowała, że w tej nowej kolekcji bierzecie ją pod uwagę i dostosowujecie projekty właśnie do tego, żeby przy pracy zdalnej, przed komputerem wyglądać fajnie, a jednocześnie, żeby było tak bardziej domowo i wygodnie?

R.R.: Mamy kilka takich projektów, zawsze takie mieliśmy, więc też pojawia się w naszej kolekcji dres, ale on jest dresem premium oczywiście. On jest z casualowej tkaniny, ale jest bardzo wygodny i tak dalej. Takie rzeczy pojawiają się w każdej kolekcji.

Myślimy też o tym, ale nie da się zaprojektować kolekcji do domu. Wiesz, o co chodzi, siedząc przed komputerem, zakładasz górę koszuli, ale już nie myślisz o dole, bo różnie to bywa. Nasze klientki mam nadzieję, że wrócą do pracy jednak. Właściwie już wróciły. Jak ruszą wszystkie wyjazdy zagraniczne, konferencje różnego rodzaju, trzymamy kciuki, żeby tak się stało, dlatego, że te nasze dziewczyny są aktywne zawodowo i się męczą w tym klimacie, siedząc w domu.

Pojawia się w naszej kolekcji dres, ale on jest dresem premium oczywiście. On jest z casualowej tkaniny, ale jest bardzo wygodny.

Potwierdzam, tak jest.

R.R.: My też się męczyliśmy. To chyba był najstraszniejszy okres, jaki pamiętam i całe szczęście, że mamy dom w Polsce, więc mogliśmy trochę do niego pojeździć, ale ja już nie chcę, absolutnie, siedzenia w domu i marzę o tym, żeby wszystko wróciło na dobre tory, żebyśmy mogli pracować na pełnej parze.

Padły słowa „Marzę o tym”, to o czym jeszcze marzycie, biznesowo, modowo, dla marki, ale też może prywatnie, podzielicie się?

R.R.: Podzielimy się. Dla marki na pewno najważniejszą rzeczą jest rozwój w tej chwili. Rozwój na rynkach zagranicznych. Zaczęliśmy już na ten temat dosyć mocno pracować i mamy nadzieję, że ten rok będzie rokiem przełomowym. Za chwilę pojawimy się na jednej z platform i w butikach w Anglii, mamy taką nadzieję. Potem będziemy działać na innych rynkach. Zobaczymy, jak to nam pójdzie, natomiast myślę, że dobrze, bo taki mamy plan i takie mamy oczekiwania. Natomiast prywatnie chcemy troszeczkę zmienić front naszych działań, trochę, więc postanowiliśmy kupić małą nieruchomość i będziemy ją teraz remontować i mamy nadzieję, że będziemy działać w czymś innym, o czym zawsze marzyliśmy.

Brzmi bardzo intrygująco.

P.S.: Przechodzimy w temat turystyki.

R.R.: Temat turystyczny, natomiast czekamy dzisiaj na wiadomości, mamy nadzieję, że wszystko nam się dobrze ułoży i że kupimy tę nieruchomość, którą chcemy. Dlatego na razie nie chcemy się do końca chwalić, zobaczymy, jak to będzie wyglądało.

Taka turystyka w wersji dekadenckiej? Już się piszę, już się zapisuję!

P.S.: Dobra.

R.R.: Już przyjmuję bookingi.

P.S.: Pewnie potrzebujemy na to tak ze dwa lata. Ale te marzenia nam ewoluowały, bo na samym początku, jak zaczynaliśmy i sięgając trzy lata, cztery lata wstecz, to marzyliśmy o tym, żeby mieć butiki w każdym mieście w Polsce, kiedyś mieć te butiki za granicą. W tej chwili trochę świat nam zweryfikował ten temat.

Wcale już nie marzymy, żeby mieć w Gdańsku butik i w Poznaniu, wręcz właśnie przeciwnie. Zmienia się też model sprzedaży, ta sprzedaż online to numer jeden. Butik stacjonarny, w którym jesteśmy teraz, to jest trochę oznaka prestiżu w jakimś stopniu, nie napędzająca aż tak dużej sprzedaży, jak powinna, więc też ta ekspansja zagraniczna będzie też wyglądała inaczej, niż kiedyś chcieliśmy, żeby wyglądała.

R.R.: Tak jest, niestety. Okazuje się, że butiki to duże obciążenie. Nie mówimy o tym miejscu, bo to miejsce daje nam wizerunkowy hype, ale też tu się dobrze sprzedają te rzeczy. Nie będziemy mówić, że sprzedaż stacjonarna działa u nas źle, nie, działa dobrze, ale jednak posiadanie pięciu różnych miejsc w całej Polsce jest olbrzymim obciążenie, który nie do końca przynosi oczekiwane efekty biznesowe. Cieszymy się, że te butiki nie powstały i zmienił nam się pomysł na nas. Dobrze, gdzieś tam idziemy do przodu i spojrzeliśmy na to inaczej.

Przyznam się, że ostatnią rzeczą, którą kupiłam stacjonarnie, to była ta wspomniana koszula u Was, a faktycznie kupuje niemalże wszystko, a ubrania w formie online. To faktycznie stwarza duże możliwości, wychodzenie za granicę teraz także przy ułatwieniach logistycznych, tak, że z Polski można bez problemu wysłać właściwie gdziekolwiek przesyłki.

P.S.: Zgadza się, to nawet nie potrzebujesz wielkiego stoku gdzieś za granicą, żeby to funkcjonowało. Okazuje się, że jest to w zasięgu ręki. Oczywiście wymaga dużo pracy.

Marketing, brand, no i był dostęp do gwiazd, mieliście dostęp do gwiazd Polskich, z którymi współpracujecie, a przy wyjściu za granicę, macie jakieś takie kontakty, żeby ubierać takie gwiazdy?

R.R.: To w ogóle nie jest istotne, jeśli chodzi o rynki zagraniczne. Oczywiście, byłoby zdecydowanie łatwiej, gdybyśmy takie kontakty mieli, ale tu sama rzecz jakby robi robotę. Dziewczyny podchodzą do tego tematu trochę inaczej.

Oczywiście, widzą pewne rzeczy na gwiazdach i to też jest wyznacznikiem tego, co się sprzedaje, a co nie, ale też widzą określoną rzecz, która jest fajna, świetnie zrobiona i ta rzecz sama się broni. My spojrzeliśmy na to inaczej i też spojrzeli na to inaczej nasi kontrahenci, którzy będą nam sprzedawali. Tutaj jestem o to spokojny. Oczywiście, zawsze jest ta niepewność, czy to się sprzeda, czy ktoś będzie to chciał, ale na pewno za granicą jest łatwiej niż w Polsce.

Jest łatwiej, bo też rynek jest pojemniejszy. Polska zrobiła olbrzymi skok cywilizacyjny.

P.S.: Jest bogatszy, zamożniejszy.

Dokładnie, więc przy tym samym poziomie cen, dostępność będzie dla zdecydowanie większej liczby osób.

To już tak na koniec. Było o marzeniach, a zaczęłam, jeszcze przed naszą rozmową, takim lekkim narzekaniem, że potrzebuje relaksu. Jak Wy się relaksujecie? Jakie macie pozamodowe pasje?

W modzie tak sobie wyobrażam, ważna jest taka świeża głowa, bo wtedy właśnie do niej napływają, rodzą się fajne pomysły, inspiracje. Da takiej świeżej głowy, relaks jest niezmiernie istotny. To jak się relaksujecie?

P.S.: Obaj kochamy podróżować. Tak naprawdę i te dalekie podróże, ale i te bliskie również, bo dużo podróżujemy po Polsce, europie, po bliskich naszych sąsiednich państwach, ale też rzucamy się na inne kontynenty. To jest taki czas, kiedy ta głowa zaczyna oddychać, odpoczywać, chłonąć zupełnie co innego i też stamtąd przywozimy najwięcej inspiracji.

Zdarza się, że przysłowiowo pisarze i poeci na serwetkach w kawiarniach, czy na rachunkach z tyłu gdzieś w restauracjach coś sobie notują? Czy Wy też czasem szkicujecie pomysły na kolejną kolekcję?

P.S.: Zdarza się i tak, ale bardziej zauraczają nas jakieś desenie, czy nurty w sztuce, architekturze.

R.R.: To jest nasz bzik absolutnie, architektura. Jeździmy po całym świecie i po prostu głównie zwracamy uwagę na architekturę.

P.S.: To daje nam taki zastrzyk, od którego idzie to dalej w projektowanie. Teraz już nie trzeba mieć długopisu i serwetki, wystarczy mieć aparat w telefonie.

Tak sobie pomyślałam właśnie, jak skończyłam mówić to zdanie.

R.R.: Serwetka też mogłaby mieć swoje zastosowanie.

P.S.: Oczywiście to jest takie bardzo romantyczne.

R.R.: Nikt z nas nie nosi długopisu generalnie.

P.S.: Chusteczkę jeszcze można by było w kawiarni znaleźć.

R.R.: Zawsze mamy problem z tym długopisem. Teraz jest telefon i inspirują nas miejsca i czasami też ludzie. Całość wokół tej podróży.

P.S.: Trafiasz na kogoś na lotnisku albo gdzieś na ulicy, każdy kraj ma swoje przyzwyczajenia i zupełnie inne tendencje. To wszystko daje najfajniejszy start do pracy nad każdą kolekcją. W trakcie kolekcji też łapiesz te inspiracje zawsze i wszędzie.

Trzymam kciuki, żeby te inspiracje z podróży znalazły odzwierciedlenie w kolekcjach, które będą cieszyć się równie wielkim i jeszcze większym powodzeniem wśród klientek, jak dotychczasowe, i żeby wasze marzenia się spełniały. Dzięki!

R.R.: Dziękujemy pięknie!

P.S.: Bardzo dziękujemy!

Dzięki wielkie!